Siedzę teraz przy kuchni, piję herbatę i patrzę na śnieg za oknem. Jeszcze miesiąc temu ta sama scena napawała mnie panicznym strachem. A wszystko zaczęło się od tej zielonej odprawy. Dwadzieścia lat w zakładzie, a potem – dziękujemy, restrukturyzacja, panie Marianie. Z dnia na dzień zostałem z oszczędnościami, które topniały w oczach, z ratą za mieszkanie i z poczuciem, że jestem nikomu niepotrzebnym gratem. Żona choć wspierała, to w jej oczach też widziałem niepokój. Pracy w moim wieku nie szuka się łatwo, a tu co miesiąc te same rachunki, jak zmora.
Wieczorami, żeby nie myśleć, siedziałem w internecie. Oglądałem głupoty, filmy, czytałem fora. I tak, pewnej takiej szarej nocy, trafiłem zupełnie przypadkiem na vavada official site. Kliknąłem z ciekawości. Nigdy wcześniej nie grałem, uważałem to za stratę czasu i pieniędzy dla naiwnych. Ale wtedy myślałem: co mi tam, może choć emocji jakichś doświadczę, oderwę się od myślenia o rachunkach. Zarejestrowałem się, wpłaciłem śmiesznie małą kwotę – te sto złotych, które miałem w portfelu na „wszelki wypadek”. Wypadek właśnie nadszedł.
Pierwsze dni były… typowe. Próbowałem slotów, ruletki. Stawiałem po kilka złotych. Czasem coś wygrałem, często przegrywałem. To był taki dziwny stan – pół-rozrywka, pół-męka, bo przecież wiedziałem, że to są ostatnie pieniądze. Ale coś mnie wciągało. Ta chwila niepewności, to oczekiwanie. Może głupie, ale wtedy dawało jakąś iskierkę, zastępowało adrenalinę z pracy. Potem zacząłem grać w blackjacka. Coś mnie do niego ciągnęło. To nie było bezmyślne puszczanie automatów, tu trzeba było choć trochę myśleć. I pewnego wieczoru, pamiętam, że za oknem sypał gęsty śnieg, usiadłem z kolejną drobną wpłatą. Zacząłem ostrożnie. Kilka wygranych z rzędu. Podniosłem stawkę, nieznacznie. Znowu dobrze. Czuję, że mam „flow”, jak to młodzież mówi. Gram już dobrą godzinę, a mój stan konta rośnie w tempie, które mnie przeraża i ekscytuje jednocześnie. Dochodzę do momentu, gdzie mam przed sobą decyzję: odejść z kwotą, która pokryje rachunek za prąd i gaz na dwa miesiące, albo zagrać jeszcze jedną rękę. Serce waliło mi jak młotem. Zdecydowałem się zagrać. I to była ta ręka. As i król. Naturalne blackjack. Przy obstawieniu, o które w życiu bym się nie pokusił w normalnych warunkach. Wygrałem sumę, która na ekranie wydawała się abstrakcyjna. Pięć cyfr. Siedziałem w fotelu i nie mogłem uwierzyć. Sprawdziłem historię transakcji dziesięć razy. Przeciąłem się po palcu kartką – tak, to nie sen.
Później już było z górki, choć rozsądnie. Wypłaciłem wszystko bez problemu. Pieniądze przyszły na konto następnego dnia. Pierwsze, co zrobiłem, to spłaciłem dwie raty kredytu z góry. Potem zabrałem żonę do sklepu i po prostu pozwoliłem jej kupić tę drogą kurtkę, na którą patrzyła od miesięcy. Jej mina była bezcenna. Pojechaliśmy do córki, wręczyliśmy kopertę na remont łazienki, o którym ciągle wspominała. Wnuczkowi kupiłem ten wymarzony rower. To uczucie, że po latach bycia ciężarem, nagle mogę być podporą… To było lepsze niż sama wygrana.
Czy teraz codziennie odwiedzam vavada official site? Nie. Oczywiście, czasem zaglądam, gram dla rozrywki, ale z twardym limitem. Traktuję to jak miejsce, które dało mi szansę, gdy wszędzie indziej drzwi były zamknięte. To nie była magiczna różdżka, ale koło ratunkowe. Nauczyło mnie też, że czasem trzeba zaryzykować, żeby coś zmienić, ale potem trzeba twardo stąpać po ziemi. Teraz, patrząc na ten śnieg, nie myślę już o zimnie w kaloryferach, tylko o tym, że za tydzień jedziemy z żoną na krótkie, ciepłe wakacje. Pierwsze od lat. I to jest największa wygrana.